Rower to chyba najważniejsza rzecz w naszej wyprawie. To od niego zależy jak nam się będzie jechać, jak daleko zajedziemy i czy wrócimy. Musi więc być on dobrze przygotowany do naszej wyprawy.

Po pierwsze – stan techniczny.

Co tu dużo gadać – perfekcyjny. Sprawdzamy dzień przed wyjazdem (nie na ostatnią chwilę) stan kół (dokręcamy, pompujemy), hamulce (polecam następujące ustawienie: przedni działa jak ABS, a tył mocno zamyka koło), linki, luzy na korbie i kierownicy, przerzutki. Smarujemy drania (znaczy się łańcuch i inne), ale broń Boże olejem silnikowym czy ciężkim smarem!!! Najlepiej zaopatrzyć się w odpowiedni preparat w sklepie rowerowym. Ja polecam spray na bazie teflonu – AP 75 lub GT 80. Można go dostac w „Orlenach”. Droższy (coś ponad 20 zeta) niż WD40 ale o niebo lepszy. Wypiera wodę, konserwuje, odrdzewia, smaruje, śpiewa i podskakuje. Używamy go, gdy mamy mokry napęd. Wypiera wodę, więc zmniejsza ryzyko zardzewienia maszyny. Niestety, jeśli użyjemy go do smarowania, efekt częst znika po kilku dniach, a już na pewno po pierwszym deszczu. Po jego użyciu smarujemy napęd odpowiednim preparatem - kupując go w sklepie rowerowym sprzedawca doradzi nam co i jak.

Po drugie – osprzęt.

Warto zainwestować w wygodne siodełko. Oszczędzi nam to następnego dnia problemów z siadaniem.

Kolejna obowiązkowa rzecz to pompka. Po co, to chyba nie muszę tłumaczyć.

Do tego licznik. Rzecz to droga, ale niezwykle potrzebna. W sumie na naszych wyjazdach 95% osób jest w nie zaopatrzona. Nie musi być markowy i z bajerami. Ważne, żeby pokazywał ilość kilosów, prędkość, średnią prędkość i godzinę. Jak już szalejecie, to niech pokazuje odchylenie od średniej prędkości, posiada stoper, możliwość wprowadzenia ilości przejechanych już kilometrów, osobno dystans całkowity, dzienny i wycieczki, czas jazdy. Dopatrzcie przy zakupie, aby był wodoszczelny!

Przyda się także tylne światełko, no i jak ktoś ma fantazję, to też przednie.

Błotniki – przydają się, ja nie używam.

Po trzecie – sakwy.

Ja mam „górala”, więc poszaleć nie mogę. Wiadomo: brak bagażnika. Ale do tego typu roweru potrzebne są nam:

Sakwa pod siodełko – mieści zapasową dętkę i klucze. Sakwa pod ramę – dokumenty, mapa, mała przekąska, ew. komórka. Sakwa na komórke – niby bajer ale przydatny. Koszyczek z bidonem – a najlepiej dwa.


Jak ktoś ma rower trekkingowy, lub inny wyposażony w bagażnik, to oczywiście polecam sakwy boczne. Tam się zmieści wszystko, więc te powyższe stosujemy wedle uznania.

Czasem można jakąś rzecz (np. kurtkę) przywiązać do ramy lub coś… pokombinujcie sami.