Wbrew deszczowym zapowiedziom pogodowym na zbiórce po Bramą stawiło się 8 osób (na rowerach). Trasa ambitna - ponad 100km, po płaskim i trochę lasem. Ale co to dla nas? Tym bardziej, że w ostatnią niedzielę odpoczywaliśmy nad Klonowym...

Do Skowierzyna jechaliśmy w składzie spod Bramy, ale Dziabąg z Yakuzą zrobili unik w prawo. Pedałowaliśmy żwawo do samego Radomyśla, ale jednak nie tempem, jakim postraszyła na zbiórce przewodniczka Alutka. Pogoda "taka se", ale przed naszym pierwszym postojem słoneczko przedarło się przez chmurzyska na parę chwil.

Czytaj więcej: Deszczowy Antoniów [12.08]

Ponaglający, południowy sms od Pani Wydawcy był bezlitosny. Relacja, wiesz termin na jutro. Końcowe – dziękuję, urywało wzbierające protesty jakiekolwiek, takie które nawet nie zdążyły się zawiązać, rozwinąć. Obiecałem ze 20 wersów, czyli pewnie cały dzień z głowy. No bo nie mam nawyku pisania. Może i chciałbym napisać jak trzeba ową relację w formie sonetu czy ody, ale tam są reguły. Nie znam się na tym. W każdym bądź razie uczestniczyłem w niedzielę w rzeczy, którą chciałbym opisać, tak żeby dobrze wypadła na piśmie. Kurde nie mam pojęcia jak to zrobić. Nie mogę się całkiem z tego wykaraskać. No trudno złapmy byka za rogi. Znowuż banał. No ale wszak nie mam nawyku pisania.

Czytaj więcej: Machów vel À la recherche du temps perdu [22.07]

Ja jedna, ich sześciu. Cel – Baranów Sandomierski, bo tam o 12:00 Jarmark Ludzi z Pasją – a my jesteśmy takimi ludźmi, mamy pasję i ją pielęgnujemy. Jedno pytanie jakie padało na zbiórce to: o co chodzi z tym trzonem grupy??? Kto to jest??? 

Focia zrobiona i jazda do Koprzywnicy na pierwszy postój zasilania ubytków elektrolitów oraz obieranie kierunku, którędy na prom. Jednak była mapa, była droga, był też pociąg towarowy, był wiaterek, pot na czole, był też piach na drodze. 
Wisełkę przepłynęliśmy, w Baranowie się znaleźliśmy i do centrum pojechaliśmy. Tutaj wystawka wozów strażackich, kilku niedobitków dnia wcześniejszego, lans po alejkach i okupacja ławki w cieniu z lodem na patyku. Do Jarmarku mamy jeszcze dużoooo czasu, więc czekamy. Pojawiła się chodząca informacja... co było wczoraj, co będzie dzisiaj, a lodów z maszyny nie ma.

Czytaj więcej: Baranów Sandomierski [08.07]

Poniedziałek przebiegał bardzo optymistycznie. W pracy, bez pochwał, ale i bez zastrzeżeń. Samochód zapalił, nikt mnie nie obtarł, a i ja nie zahaczyłam o nikogo. Zakupy zrobiłam, środków na koncie nie zabrakło. Schody pokonałam, nie zasapawszy się zanadto. Palnik się zapalił, bez wybuchu. Obiadek upichciłam i nie przypaliłam. Talerz przystroiłam, zapełniłam strawą, doniosłam do celu i nie upuściłam. I w tym oto momencie popełniłam karygodny błąd. Postanowiłam zjeść w doborowym towarzystwie. Po co jest fb pełen znajomych? Właśnie po to, żeby obiadów nie spożywać samemu. Zalogowawszy się czym prędzej, łapczywie pierwszy kęs do ust widelcem załadowałam. Dech mi zaparło, gdy przy wiadomości 1 ujrzałam. A kto to? A kto to? Zapulsowało w skroniach, ale tylko na chwilę - "Alutko, relacyjkę? Dawno nie pisałaś :)" Żuchwy odmówiły mi posłuszeństwa, gardło się zacisnęło, jakbym miała jaką pętlę wokół szyi. To zdecydowanie spisek i zamach na moją osobę. Ta relacja mnie pogrąży, niechybnie w głosowaniu sromotnie przegram. Jak tutaj cokolwiek napisać?

Czytaj więcej: Za Annopolem [15.07]

To była najbardziej upalna niedziela rowerowych wszechczasów. A może to tylko złudzenie spowodowane faktem, że trasa wiodła polnymi bezdrożami, w kurzu, bez kapki cienia? Co by nie było - wykresy na meteo.pl nie mylą.

Zbiórka, zdjęcie, przedstawienie przewodnika i planu na niedzielę. Marudzenia jeszcze brak. Sławek poprowadził nas nietypowym dla wycieczek Bike Equipy wyjazdem z Sandomierza, ale za to zgodnie z oznakowaniami jakubowego szlaku. Ale zaraz, zaraz, chwileczkę. Zanim wyjechaliśmy poza granice miasta, Adaś zdążył złapać kapcia (pierwszego z trzech na całej trasie, a więc otrzymuje miano Nadwornego Kapciowego). Chociaż złapanie gumy to pikuś w porównaniu z przygodą jaka spotkała MarqoBikera w Milczanach. Całe szczęście trawa była miękka i Mariusz mógł pocisnąć z grupą całą trasę do końca (a nawet dalej, bo zrobił tego dnia w sumie 60km więcej niż my).

Czytaj więcej: Klimontów jakubowym szlakiem [01.07]